Muzyka / Preview

Orchestral R.O.C.K. – najlepsi grają najlepszych!

Już 5 i 6 marca 2019 r. w Teatrze Variété odbędą się koncerty Orchestral R.O.C.K., w których wystąpią gwiazdy polskiej sceny muzycznej - Jacek Królik, Aleksandra Łysiak oraz gościnnie: Krzysztof Cugowski - i wykonają covery światowego rocka w niespotykanych dotąd, orkiestrowych aranżacjach autorstwa Wojciecha Lemańskiego. Zespołowi towarzyszyć będzie orkiestra smyczkowa Primuz pod dyrekcją Łukasza Błaszczyka.

Co dokładnie usłyszymy podczas koncertów? Pozwólcie, że przedstawimy Wam kilka utworów z repertuaru Orchestral R.O.C.K.!

Sting, Shape Of My Heart
Takie piosenki zdarzają się raz na kilka, kilkanaście lat, a w przypadku niektórych wykonawców bywają szczytem ich dokonań. Szczęśliwie Sting nie spoczął na laurach i nie zostawił swoich fanów z jedną niezwykłej urody balladą, choć niektórzy uważają „Shape Of My Heart” za najlepsze kompozytorskie dokonanie basisty. Faktem jest, że mająca kształt serca poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko.
Piosenka ma wszystko, co powinien mieć balladowy przebój, i od pierwszych taktów udaje się jej zawładnąć sercem słuchacza. Piękna melodia niesie mądry tekst, zwrotki prowadzą nas do niezwykłego refrenu. Nic dziwnego, że po ten utwór Stinga chętnie sięgnęło kino – co ciekawe, możemy go usłyszeć w dwóch filmach: „Trzech sercach” Jerzego Bogajewicza i bardziej znanym „Leonie Zawodowcu” ze znakomitym Jeanem Reno i debiutującą Natalie Portman.
Piosenka o zasiadającym do karcianego stolika graczu, który nie dba o wynik rozgrywki, cieszy się niezmienną popularnością od 1993 r., kiedy to ukazała się na płycie „Ten Summoner’s Tales”.

Budka Suflera, Lubię ten stary obraz
Warto wracać do początków. Nieraz właśnie tam udaje się odnaleźć prawdziwe perełki. Album „Cień wielkiej góry”, pierwsza płyta Budki Suflera, był muzycznym wydarzeniem – nakład rozszedł się w kilka dni, a zespół wypłynął na szerokie wody. Obok tak znanych kompozycji jak utwór tytułowy czy piosenka „Jest taki samotny dom” w spisie utworów odnajdziemy także kompozycję „Lubię ten stary obraz”. Ktoś powie – dziś już tak się nie gra! Oczywiście. Ale nie gra się tak z tego przede wszystkim powodu, że grać tak znakomicie i z takim sercem mało kto już potrafi. Stary obraz, ale namalowany mistrzowskimi pociągnięciami pędzla. I jak tu go nie lubić?

The Police, Roxanne
Wiosna w Paryżu zawsze jest urocza, ale ta w roku 1977 musiała być szczególna. Przynajmniej dla Stinga, ale dzięki niemu również dla nas i dla kilku już pokoleń jego fanów. Oto pan Gordon Sumner wychyla się przez poręcz balkonu w paryskim hotelu, by rzucić okiem na spacerujące ulicą dziewczyny. Dziewczyny parają się najstarszą w świecie profesją, pan Sumner usiłuje wraz z kolegami odnaleźć się na niełatwych wodach show biznesu. Albo balkon był wysoko, albo Gordon nadal nosił swój sweterek w żółte paski, któremu zawdzięczał swój pszczeli pseudonim, dość na tym, że dziewczyny nie zwróciły większej  uwagi na obserwatora. Korzyść z owej nieuwagi będzie podwójna. Nie ucierpi morale artysty, natomiast świat otrzyma jeden z ważniejszych rockowych numerów wszech czasów: „Roxanne”. Piosenka o dziewczynie lekkich obyczajów zawojuje świat. Zanim jednak tak się stanie, utwór spotka się z niechętnym przyjęciem stacji radiowych, które ze względu na temat piosenki, zgodnie postanowią pominąć go milczeniem. Za jakiś czas jednak „Roxanne” stanie się wielkim przebojem i doczeka kilkudziesięciu wersji utrzymanych w rozmaitych stylistykach.

King Crimson, VROOM VROOM
Trudno powiedzieć, czy w przypadku Roberta Frippa powiedzenie „im starszy, tym lepszy” znajduje zastosowanie. Fripp bowiem, niezmiennie znakomity, zachwyca swoimi muzycznymi pomysłami od kilkudziesięciu lat i nie wydaje się, żeby miał ochotę przejść na emeryturę. Nie jest lepszy i nie jest gorszy: od pierwszej płyty King Crimson okopał się na swoim wysokim wzgórzu i niestraszne mu żadne oblężenia czy próby detronizacji.
Po każdym utworze nagranym z udziałem Frippa spodziewać się możemy solidności i błysku geniuszu. Dowodził i dowodzi, że często dodawany przy opisach jego muzyki przedrostek „art” nie jest na wyrost. Może tylko warto zmienić pierwszą literę na wielką.

The Beatles, Come Together
Utwór „Come Together” otwiera legendarny, ostatni studyjny album Beatlesów „Abbey Road”. Sama piosenka, zamówiona i pomyślana jako muzyczna pomoc w kampanii wyborczej podczas wyborów gubernatora Kalifornii, miała dość wyboistą drogę kariery. Pojawiły się oskarżenia o plagiat, McCartney nie był podobno zadowolony z tego, że Lennon zaśpiewał ją sam, bez wokalnego wsparcia. Prosta i chwytliwa, na trwałe weszła do historii muzyki rozrywkowej. Co ciekawe, po rozpadzie Beatlesów, Lennon wykonywał ją na solowych koncertach – jako jedyną z repertuaru grupy.

Steven Wilson, Routine
Sam Steven Wilson powiedział o swoim utworze: „Wśród setek piosenek, które napisałem przez lata, Routine zajmuje szczególne miejsce. To głęboko smutna historia o utracie i zaprzeczeniu, ale ostatecznie chmury się podnoszą i na końcu jest przynajmniej akceptacja”. Oto dziewięć minut grania w starym – dobrym i sprawdzonym – stylu. Utwór o delikatnym początku, z opływającym głos fortepianem i odgłosami ptaków w tle, nabiera stopniowo żywszego tempa, by w trzeciej minucie oddać pole ciszy i znów nieśpiesznym gitarowym dźwiękom. Gitara staje się wraz z upływającymi sekundami coraz śmielsza, coraz wyraźniej zaczyna dominować, ścierając się z klawiszami, po to by w drugiej części utworu wybuchnąć ostrymi akordami.
Kto lubi nieradiowe kawałki będzie zachwycony, kto uważa, że muzyka jest sztuką wymagającą skupienia, ale za to skupienie odpłacającą w dwójnasób – w postaci „Routine” otrzyma prawdziwie złotą monetę.

Kup bilety na Orchestral R.O.C.K.!

Share post